czwartek, 6 kwietnia 2017

Galimatias w Hogwarcie, czyli Draco w... Gryffindorze cz.5

Witam, kochani.
Wiem, że dawno mnie nie było.
Ze względu na wiele spraw mniej lub bardziej osobistych, Galimatias nie mógł ukazać się wcześniej.
Więc mam nadzieję, że ktoś na niego jeszcze jednak czekał.
I że Wam się spodoba.
Enjoy.
Wasza marnotrawna,
eM

***

- Nie potrafię zrozumieć, jak można się tyle malować - warknął Draco, niemal biegnąc; jego szlaban z Granger powinien się już zacząć, a on nie był nawet w połowie drogi do biblioteki! - Już słyszę ten irytujący głosik, jak to mogłem się spóźnić.
Pansy spojrzała na niego spode łba.
- Ja już się nie maluję, ale nic dziwnego, że nie zauważyłeś - dodała z niepokojącą kpiną w głosie.
- Co przez to rozumiesz? - zapytał, wyraźnie znudzony.
- Dracuś się zakochał! - Zachwycona Pansy klasnęła w dłonie. - Zorganizujemy Ci najlepszą randkę, na jakiej byłeś! Ty, Granger, stara zakurzona biblioteka i archiwum o skrzatach domowych! Masz jej serce jak w banku.
Gdyby wzrok mógł zabijać, pewna Ślizgonka umierałaby w męczarniach. Ale tak się nie stało, ku wielkiemu rozczarowaniu Draco. Wręcz jawnie się z niego śmiała! Jego lista osób jego niegodnych wydłużyła się o kolejną osobę.
- Przypomnij mi, dlaczego postanowiłaś zaszczycić mnie swoją obecnością?
-Wiesz, my, kobiety, czasem czujemy potrzebę pobyć z kimś niższego rzędu, a ty nadajesz się doskonale - wyjaśniła z diabelnym uśmiechem. - I nie chciałabym przegapić, jak Granger zmyje ci głowę.
Draco przyspieszył kroku w marnej próbie zgubienia swej towarzyszki, ale oto ukazały mu się bramy niebiańskie, dokąd piekielne istoty wstępu nie mają.
- Możesz już sobie iść, jeszcze Granger mi spłoszysz - powiedział, popychając ją lekko. - Zdam ci później relację, jeśli sobie pójdziesz właśnie w tej chwili.
Pansy nie wyglądała na przejętą.
- Jeżeli nie uciekła na twój widok, na mój tym bardziej tego nie zrobi. - Draco musiał mieć naprawdę żałosny wyraz twarzy, jeżeli dodała: - Ale jeśli ci tak na tym zależy, to zostawię cię sam na sam z twoją Gryfoneczką.
- Pójdziesz tak po prostu? - zdziwił się; nie, że mu to nie odpowiadało, po prostu Pansy nigdy mu nie ustępowała tak łatwo.
- Możliwe, że w końcu będę miała szansę poczytać twój jakże pilnie strzeżony pamiętnik - wysunęła niewinnie, by zaraz pomknąć w głąb korytarza.
Draco mógł tylko westchnąć do Merlina, za co go tak pokarał.

***

- Nie, nie, nie, nie - jęknęła do siebie Hermiona, orientując się, że znów pomyliła drogę. Fantastycznie po prostu. Jej siódmy rok w tej szkole, a ona wciąż się gubiła. Nie miała zielonego pojęcia, jak mogło to się stać, skoro wytyczne były bardzo jasne, wiedziała tylko, że jeśli za pięć minut nie stawi się w bibliotece, będzie miała kłopoty. Chociaż gdyby nie ten głupi pomysł Dumbledore’a, aby wyremontować cały budynek i przenieść niektóre sale w inne miejsce, to wszystko nie miałoby miejsca. - Gdzie ja, do cholery, jestem?
- Czyżbyś się zgubiła? - usłyszała znajomy głos.
- Blaise - powiedziała z ulgą. Jeszcze nigdy tak się nie cieszyła na widok Ślizgona. - Co ty tu robisz?
- Łazienki też przenieśli - wyjaśnił lakonicznie.
- No tak - przypomniała sobie.
- Zapewne idziesz do biblioteki? - zapytał.
- Skąd wiesz? - spytała, zerkając szybko na ścianę.
- Dochodzi dwudziesta. - Zerknął na zegarek.
- Jasna cholera! - przypomniała sobie. - Biblioteka! Malfoy! Dostanę szlaban jak nic… - Zabini uśmiechnął się do siebie pod nosem.
- Zaprowadzę cię - zaproponował.
- Nie wiem, co ja bym bez ciebie zrobiła - rzuciła z sarkazmem.
- Cała przyjemność po mojej stronie - powiedział z rozbawieniem, idąc szybkim krokiem, aby jednak uniknęła szlabanu. Powstrzymał parsknięcie śmiechem, gdy zobaczył, że dziewczyna prawie biegnie, aby dorównać mu tempem. - Tylko nie palnij tego przy Smoku, dobra? Życie mi jeszcze miłe.
- Smoku? - Zmarszczyła brwi.
- Ale to tak między nami, dobra? - zerknął na nią. Wiedział, że Gryfonka będzie musiała poznać tę historię, że inaczej nie zazna spokoju.
- No jasne - potwierdziła poważnie. - Ale musimy się na chwilę zatrzymać. - Przystanęła przy ścianie, by uspokoić oddech choć trochę.
- Okay - zgodził się, opierając się o ścianę. - To było tak. Rok temu wymknęliśmy się z Draco do Hogsmeade.
- Po twojej zadowolonej minie wnioskuję, że to było po ciszy nocnej - wcięła się.
- Granger. - Spojrzał na nią z politowaniem. - To chyba oczywiste, że najlepsze imprezy dzieją się wtedy?
- Mów dalej - popędziła go. - Ale idziemy, i tak jestem już spóźniona. Przez ciebie.
- Przeze mnie? - oburzył się. - To ty za mną nie nadążasz.
- Mówisz czy nie? - podpuściła go. - Przecież widzę, że chcesz komuś to powiedzieć.
- Mówię - wyszczerzył się. - Wracaliśmy koło pierwszej, drugiej…
- Ewentualnie szóstej - przerwała mu znowu.
- Skąd wiesz? - Aż się zatrzymał.
- Daj spokój, Zabini - skarciła go wzrokiem. - Aż taka naiwna nie jestem. Jeśli sądzisz, że nikt nigdy was nie widział, jesteś w grubym błędzie.
- Co…?
- Idziemy. - Znowu ruszyła. - I możesz mi podziękować, że nikomu nie doniosłam. Bo wciąż mogę to zrobić, tym bardziej, że wasze nocne wycieczki się nie skończyły. A w dodatku wciągnęliście w to moich przyjaciół.
Blaise przewrócił oczami.
- Dobra, dobra, dziękuję. Zadowolona?
- Tak, lepiej - sarknęła. - A teraz możesz kontynuować.
- Dziękuję ci, o najmądrzejsza Gryfonko, która ma nad nami tyle miłosierdzia - odpyskował.
- Dwadzieścia punktów od Gryffindoru - usłyszeli za swoimi plecami. - Za spóźnienie. - Nie musiała się oglądać, by wiedzieć, że za jej plecami stoi Snape. - Bibiloteka jest praktycznie na wprost, najpierw w prawo, potem w lewo, i znowu w lewo. Zabini, za mną. Mamy do porozmawiania.
- Dupek - burknęła pod nosem brunetka, podążając szybkim krokiem w stronę swojej ostoi, w której dziś musiała zaakceptować osobę, której do niedawna nie znosiła całym sercem.
- Pięćdziesiąt punktów za obrażanie nauczyciela i szlaban u Filcha w sobotę rano. O piątej - zarządził Snape, by zamknąć jej usta.
- Cholerny potomek nietoperza- rzuciła jeszcze ciszej.
- I tak słyszałem - rzucił, a ona ze zdumieniem usłyszała nutkę rozbawienia w jego głosie. - Dodatkowy szlaban w następną sobotę. I ciesz się, że na tym się skończyło.
- Cicho, Granger - ostrzegł ją Zabini, a ona ruszyła w stronę biblioteki krokiem tak szybkim, że spokojnie można było uznać go za bieg.
- Proszę, proszę, nasza etatowa Wiem-To-Wszystko się spóźniła - zakpił Draco, gdy wpadła do biblioteki, poprawiając podwiniętą w biegu spódnicę i zapinając dwa odpięte przypadkiem guziki.
- Siedź cicho, bo nie ręczę za siebie - zagroziła i tylko żądza mordu w jej oczach powstrzymała go od powiedzenia tego, czego się dowiedział do południa. - I mów, czego nie wiesz. Im szybciej się ciebie pozbędę, tym lepiej.
- To mam mówić czy siedzieć cicho? - spytał niewinnie.
- Malfoy. - Jej źrenice zwężyły się, a on pomyślał, że chyba jednak nie chce jej denerwować, gdy tak bardzo przypomina Snape’a. Dobrze w takim razie… Skoro tak się daje prowokować, lepiej, by kto inny jej to zdradził. Na przykład… Potter. O tak. To będzie dobre. A potem zacznie następną fazę swojego planu. Zaśmiał się pod nosem, nie zwracając uwagi na to, że Hermionę nagle przeszedł dreszcz. O taaaak. Ten rok będzie wyjątkowo ciekawy. Bo nikt, zupełnie nikt, nie spodziewał się tego, co miało się wydarzyć.

***

- Ja go zamorduję - wrzasnęła Hermiona, wpadając do swojego pokoju. Ginny siedziała na łóżku, przeglądając podręcznik do eliksirów.
- Co się stało? - odrzuciła książkę na bok, dobrze wiedząc, że tym, który zalazł jej przyjaciółce za skórę, jest nikt inny jak Draco Malfoy.
- Zamorduję, wypatroszę, wskrzeszę, odetnę każdą część ciała i nakarmię Hedwigę, a oczy dam dopiero na koniec, żeby musiał na to patrzeć. A potem zamorduję, spalę i wyrzucę prochy do śmietnika! - wyrzuciła z siebie wściekle. - Cholerny, pieprzony Malfoy!
- I tak obłędnie przystojny - podpuszczała ją Ginny.
- Zamknij się - burknęła Prefekt Naczelna.
- Przyznaj się - drażniła się z nią dalej. - Uwielbiasz go, zwłaszcza, jak całuje cię z zaskoczenia.
- Ginevro Molly Weasley! - Jej głos stał się lodowaty i prawie syczący, kropka w kropkę podobny do tego, jakiego używał ich ulubiony profesor. - Jeśli w tej chwili nie przestaniesz, obawiam się, że twój ukochany może cię nie poznać bez tych twoich cholernych rudych loków, które powodują tylko, że jesteś jeszcze bardziej wkurzający niż byłabyś bez nich!
- Ohoho - mruknęła ruda, zabierając się z powrotem za podręcznik. - McGonagall cię szukała - powiedziała niewinnie, widząc, że przyjaciółka zauważyła kilka pudeł, które stały w ich pokoju. Zapomniałam, więc lepiej idź tam szybko.
- Idę, idę - burknęła. Ciekawe, czego opiekunka jej domu od niej chce. Znając ją i pośpiech, w jakim ją do siebie wezwała, nie było to nic dobrego. Nie umiała jednak jeszcze rozgryźć, co takiego siedziało nauczycielce w głowie. Gnana ciekawością, przyspieszyła kroku. Choć gdyby wiedziała, co takiego kombinuje dla niej grono pedagogiczne, zrobiłaby wszystko, aby nigdy tam nie dotrzeć. Jej podejrzenia powinien wzbudzić fakt, że pod drzwiami kobiety czekał również Draco, była jednak tak bardzo zajęta planami zemsty na wyżej wymienionym blondynie, że nie zauważyła go do momentu, w którym po prostu na niego wpadła.
- Granger, czyżbyś aż tak na mnie leciała? - zakpił, a ona natychmiast wyrwała się ze swojego myślenia.
- Zamknij się, Malfoy, albo pozbawię cię tego, co jest ci niezbędne do wielu rzeczy - zagroziła. - A teraz spadaj stąd, jest po ciszy nocnej. Jestem umówiona z McGonagall.
- Coś takiego. - Udał zdziwienie. - Ja też. - Postanowił ponaigrywać się z niej trochę. On dobrze wiedział, po co zostali wezwani. A skoro ona widocznie nie, mógł jej podokuczać. - Poza tym, jak chcesz się do mnie dobrać, wystarczy poprosić.
- Prędzej bym umarła - skłamała szybko, rumieniąc się gwałtownie. - A gdybym jeszcze miała z tobą mieszkać! Merlinie, chyba bym umarła!
- Tak mówisz. - Przesunął palcem po ustach, obserwując, jak jej niemożliwie czerwony rumieniec jeszcze się pogłębia.
- Tak mówię. - Drzwi do gabinetu otworzyły się, a ona zatarasowała mu drogę. - Kobiety przodem, Malfoy - syknęła. Na usta cisnął mu się komentarz, że no właśnie, kobiety, ale z racji tego, że wiedział coś, czego ona nie wiedziała, wolał przemilczeć. Zamknął za sobą drzwi i, żeby ją zdenerwować, usiadł na krześle tuż obok niej. Zauważył, jak zaciska dłonie na poręczach, tak, aż te bieleją.
- Wzywała nas pani? - zapytała w końcu, zaniepokojona rozbawionymi ognikami w oczach przełożonej.
- Ależ tak, panno Granger. Dziękuję, że pojawiliście się tu tak szybko. W dodatku razem.
- Wcale nie razem - krzyknęli oboje, odwracając wzrok w dwie przeciwne strony.
- Szkoda w takim razie. Ponieważ… - zawiesiła głos, by zwiększyć ich napięcie.
- Ponieważ co? - rzuciła wyraźnie rozdrażniona Hermiona, która nie lubiła nie wiedzieć, co jest na rzeczy.

- Panno Granger, proszę powstrzymać hormony - skarciła ją nauczycielka. Draco parsknął śmiechem i natychmiast zatkał usta, bo właśnie naraził się na wściekłe spojrzenie McGonagall. - Żałuję, że nie układa się państwu współpraca, bo… - Z wielką chęcią przeciągnęłaby tą chwilę jeszcze trochę, ale Hermiona była już na skraju załamania nerwowego i było to bardzo widoczne. - Bo od dziś będziecie dzielić pokój.

środa, 29 marca 2017

Pierwszy post od dawna, bardzo dawna

Cześć, kochani.
Wy wszyscy, którzy zaglądacie tu kierowani nadzieją, że coś jeszcze się pojawi, i Ci, którzy błądzicie po internetach i w poczuciu beznadziei trafiliście tu z nikłą myślą, że może jednak niesłowna autorka coś wrzuci. Choć od 11 listopada nic nie opublikowano.
Jak wszyscy wiecie... W życiu każdego blogera przychodzi moment, w którym dochodzi do wniosku, iż najwyższy czas, by rozstać się ze światem ukochanego fandomu i przekazać go w ręce następców. Serce kraje mi się na tą myśl, że tak się dziej, bo Dramione mimo wszystko, mimo tych wszystkich książek, które przeczytałam, zawsze będzie moim ukochanym fandomem i opowieściami do których będę wracała.
Niesamowicie cieszy mnie, że mimo mojej stałej nieobecności (jedyne, co mam na swoje usprawiedliwienie to to, że moje życie wywróciło się do góry nogami, a w chwili obecnej przebywam na Erasmusie w Hiszpanii), liczba wyświetleń rośnie. To naprawdę buduje, gdy "stukają" kolejne tysiące.
Właśnie to zmotywowało mnie do podjęcia pewnej decyzji. Ale ja jeszcze nie znikam.
Ilość wejść spowodowała, że naszła mnie ochota, by coś jeszcze napisać.
Więc mam do Was wielkie pytanie - czy jest coś o czym w szczególności chcielibyście przeczytać?
Jakiś pairing? Historia, której wątek przewinął się w kanonie?
Czekam na wszelkie propozycje :D
Wasza
eMKa :*

piątek, 11 listopada 2016

EPILOG. Jak poznałem Waszą matkę

Cześć, kochani.
Przepraszam za długą nieobecność. Sporo się ostatnio podziało w moim życiu.
Epilog dałam radę napisać dopiero teraz.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy czytali tą historię - czy to od początku, czy dołączyli trochę później.
Szczególne podziękowania kieruję w stronę Ani, Marty i Kingi. Bo kiedy ja nie mogłam, zawsze mogłam na Was liczyć.
Venik - Tobie też. Bo gdyby nie Ty, ta historia nie powstałaby wcale.
Więc miłego czytania.
I przy okazji zapraszam na bloga ze swoimi tłumaczeniami: Shadowhunters Alphabet



***


- Tato, tato! - zawołała brązowowłosa dziewczynka radośnie, biegnąc w stronę blondwłosego mężczyzny.
- Słucham. - Draco zerknął na nią wesoło, po raz kolejny dostrzegając podobieństwo do swojej żony. Hermiona pojawiła się nagle za jego plecami, kładąc dłonie na jego ramionach. Uśmiechnęła się do dziewczynki, która trzymała za rękę miniaturową wersję Harry'ego.
- Co kombinujecie? - zapytał Wybraniec, obrywając kuksańca od żony.
- Pamiętasz, jak wujek Draco oświadczył się cioci Hermionie? -zapytał chłopiec.
- Pamiętam - odparł poważnie Potter, wymieniając znaczące spojrzenia z towarzyszącym mu mężczyzną.
- To dobrze - powiedział chłopiec, ściskając Rosie za rękę. - Bo ja chciałem o coś prosić.
                Harry zaczął się krztusić.
- Słucham - przeczesał dłonią włosy, wypuszczając z płuc powoli zalegające w nich powietrze.
- Chcę się z nią ożenić - rzucił sześciolatek. - Ona się już zgodziła, ale teraz chciałem jeszcze poprosić o zgodę wujka.

***

- Mamusiu - jęknął Scorpius, patrząc na Hermionę błagalnie. - Obiecałaś nam  bajkę.
- No właśnie - poparła go Rosie. - Miałaś nam coś powiedzieć.
                Kobieta zerknęła na zegarek. Właściwie była już spóźniona. Zdarzało się to jej bardzo rzadko, choć ostatnimi czasy kilka razy była na styk lub przybywała kilka minut po umówionej godzinie. Wiedziała, jak bardzo Ginny zależało na tym spotkaniu. Nie widziały się dość dawno i naprawdę potrzebowały wieczoru tylko w swoim towarzystwie, by wymienić się nowinkami ze swojego życia. Rudowłosa była w trzeciej ciąży i naprawdę promieniała szczęściem. Za jakieś półtorej godziny miały do nich dołączyć Padma i Pansy.
- Ja to zrobię - powiedział za jej plecami Draco. - A ty idź i baw się dobrze.
- Dziękuję. - Wspięła się na palce i musnęła jego usta szybkim pocałunkiem. - Wrócę koło północy, nie czekaj na mnie.
- Dobrze. - Uśmiechnął się do niej. - Tylko ubierz płaszcz. I weź rękawiczki. Tam jest naprawdę zimno.
- Jasne. - Zbiegła po schodach, naprawdę się spiesząc.
- To co, szkraby? - zapytał Draco, siadając na łóżku córki. - O czym chcecie posłuchać?
- Coś romantycznego - zawołała Ros.
- I żeby było o Hogwarcie - dodał Scorpius, żywo zainteresowany szkołą, do której miał trafić dopiero za kilka lat.
- No dobrze. -  Zastanowił się chwilę. - Opowiem wam… - zawiesił głos w poszukiwaniu tematu. - Opowiem wam, jak poznałem waszą matkę.

wtorek, 1 listopada 2016

Ważne informacje

Cześć, kochani.
Wiem, że obiecałam jeszcze epilog i chcę Was zapewnić,
że cały czas o nim pamiętam.
Ale chęci chęciami, a czas mi się kurczy ostatnio niemiłosiernie, 
zwłaszcza, że w moim życiu wszystko wiruje. I nie chce się uspokoić.
Więc obiecuję, epilog powstanie. Dodam go jeszcze w tym miesiącu. 
Galimatias również mam w pamięci i kilka dość obiecujących pomysłów.
Tymczasem, chcę Was zaprosić na projekt, którego się podjęłam. 
Ostatnio trafiłam na kilka dobrych opowiadań z universum 
Darów Anioła Cassandry Clare, ale tylko po angielsku. 
Skontaktowałam się z ich autorkami i dostałam ich zgodę na tłumaczenie. 
Więc serdecznie zapraszam Was tu:
gdzie mniej lub bardziej regularnie będą ukazywały się 
tłumaczenia tamtych opowiadań.
Wasza, eMKa

poniedziałek, 26 września 2016

28. Same niespodzianki

Miłego czytania.
Dłuższa notka pod spodem.

***

- Gdzie masz eliksir na kaca? - jęknął Zabini, zasłaniając oczy przed rażącym go światłem.
- Miałem jeden - rzucił wesoło Draco.
- Wody - wychrypiał Harry, którego gardło było bardziej suche niż Sahara po roku bez deszczu.
- W kuchni - wyszczerzył się pan młody. - Ach, i co najważniejsze. Prawie bym zapomniał. Widzimy się za trzy godziny przy ołtarzu.

***

- Mamusiu! - Teddy rzucił się Ginny na szyję.
- Słucham. - Zmierzwiła mu lekko włosy.
- Czemu jesteś taka zdenerwowana? - zainteresował się.
- Bo… - zawahała się. - Ciocia Hermiona wychodzi za mąż.
- I będzie wesele? - ucieszył się, a oczy mu rozbłysły.
- Będzie - potwierdziła, myślami błądząc gdzie indziej.
- A będę mógł zanieść obrączki? - pytał dalej.
- Pewnie tak - odparła. - No, zmykaj do siebie. Zaraz wybierzmy ci ubranie i pójdziemy do Hermiony, dobrze?
- I powiem jej o obrączkach - przypomniał.
- Tak, tak - mruknęła
- Harry! - krzyknęła. - Zostały nam tylko dwie godziny!
- Zdążymy, spokojnie - uspokoił ją.
- Nie chcę być w twojej skórze, jeśli nie.

***

- Nie ma ich! - wrzasnął Blaise, wpadając do pokoju, gdzie szykowały się druhny.
- Kogo nie ma? - zapytała spokojnie Ginny.
- Nie kogo, tylko czego! - Dalej się denerwował.
- Wytłumaczysz, o co ci chodzi? - Spojrzała na niego ze zniecierpliwieniem.
- Obrączek, Weasley.
- Potter. Naucz się w końcu.
- Pewnie - mruknął. - To co robimy? - zapytał.
- Mam wszystko pod kontrolą - zapewniła go. - Niczym nie musisz się martwić.

***

- Hermionko, wyglądasz przepięknie - powiedziała do dziewczyny matka, patrząc na nią ze wzruszeniem.
- Lepiej niż ja na swoim ślubie - potaknęła jej Narcyza.
- Dziękuję. - Uśmiechnęła się do nich, pociągając nosem.
- Hermiono-wciąż-Granger, jeśli rozmażesz makijaż, twój przyszły mąż zostanie wdowcem, zanim złożycie sobie przysięgi - ostrzegła ją Ginny. Pansy wybuchnęła śmiechem.
- No już. - Przytuliła ją. - Smok nie mógł trafić na lepszą żonę.
- Smok? - zerknęła na nią z nikłym uśmieszkiem.
- To ty nie słyszałaś skąd się wzięło to przezwisko? - zdziwiła się.
- Nie - odparła, nagle zdumiona.
- To muszę ci koniecznie opowiedzieć. - Rozsiadła się wygodnie na łóżku i dała znak, aby wszystkie obecne kobiety nachyliły się ku niej. - Nie możesz wyjść za niego za mąż, nie znając tego historii.

***

    Draco czekał na Hermionę przed ołtarzem, skubiąc rękaw marynarki. Blaise stał koło niego i wyraźnie cierpiał od kaca, mrużąc oczy od słońca. Mężczyzna wiedział, że powinien powiedzieć przyjacielowi, co się niedawno okazało, ale wolał nie ryzykować. Przecież powiedziano mu, że to rozwiążą. Osłonił twarz i zerknął na blondyna, który po raz pierwszy w życiu tak bardzo się denerwował. Uśmiechnął się, myśląc, że należało mu się coś takiego, aby się ogarnąć i zdać sobie sprawę, czego najbardziej chce od życia.
    Kiedy w końcu pojawiła się na początku ozdobnego dywanu, trzymając pod rękę swojego ojca, świat się dla niego zatrzymał. Liczyła się tylko ona, a dziesięciometrowy dystans, który miała przebyć do miejsca, gdzie mieli sobie przysiąc to wszystko, o czym marzyli już od jakiegoś czasu, wydawał mu się zdecydowanie zbyt długim.
    Szła powoli, bojąc się, że mimo wsparcia ojca, noga się jej podwinie i wywróci się. Nie czuła się zbyt pewnie na niebotycznie wysokich obcasach, do ubrania których zmusiła ją Gin. Jej protesty rudowłosa zbyła machnięciem dłoni i stwierdziła, że jeśli ubierze niższe, nie będzie mogła nawet pocałować ukochanego tuż po przysięgach. Gdy tylko Hermiona wspomniała, że chciałaby też trochę potańczyć, Ginevra pokazała jej drugą parę zdecydowanie niższych i nawet na oko bardziej wygodnych butów. Nie miała wyjścia. Musiała się zgodzić.
Głowę trzymała wyprostowaną, widząc przed sobą tylko czekającego na nią Dracona i uśmiechając się do niego delikatnie. Ojciec podał mu dłoń młodej kobiety, spojrzeniem przekazując mu wszystko to, co chciał powiedzieć, ale nie mógł, ze względu na obecność córki. Blondyn skinął głową, rozumiejąc go bez słów. Przecież obaj chcieli dla niej tego samego.
- Ślub jest jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu człowieka - mówił prowadzący ceremonię mężczyzna. - Po pierwsze, odbywa się w obecności najważniejszych dla młodej pary osób. Rodziców, przyjaciół, rodzeństwa, nauczycieli i tych, którzy w jakiś sposób wpłynęli na ich życie… Wiąże dwie osoby ze sobą do końca życia, zobowiązuje do szczerości. - Blaise odkaszlnął, a Hermiona przydepnęła mu stopę wysokim obcasem, co spowodowało, że zamiast kolejnych słów z jego ust wydarł się jęk bólu. - Wspólna odpowiedzialność - Ginny zaczęła się  śmiać, mrucząc pod nosem coś, co zabrzmiało jak kredyt hipoteczny, a Draco jakby pobladł.
- Jeszcze możesz się wycofać - mruknął mu do ucha Zabini nieco zbyt głośno i natychmiast odchylił się w bok, aby uniknąć ciosu Ginny.
- Żadnego wycofywania się - burknął, przyciągając do siebie narzeczoną. - Hermiona… Wyglądasz przepięknie - szepnął jej do ucha.
- Ty też niczego sobie - odparła, uśmiechając się do niego szeroko.
- Ja… - zaczął.
- Cii. - Nie pozwoliła mu zabrać głosu. - Ja, Hermiona, biorę ciebie, Draco, za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że nie opuszczę cię aż do śmierci - powiedziała, patrząc mu w oczy.
- Która nastąpi niedługo, jeśli ten idiota nie zmieni techniki latania - mruknął do Ginny świadek.
- Zamknij się. - Szturchnęła go w żebra. - Ja słucham. - Otarła dłonią lekko załzawione oczy. - W końcu niecodziennie moja przyjaciółka bierze ślub.
- Ja, Draco, biorę ciebie, Hermiono, za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że nie opuszczę cię aż do śmierci - odparł, czując, jak na jego twarzy pojawia się uśmiech przeznaczony tylko dla niej.
- Jeśli powiesz choć słowo, nie doczekasz toastu na weselu - ostrzegła Blaise’a lojalnie Gin.
- Chciałem tylko ziewnąć - skłamał.

***

- Hermiono - zaczął poważnie Draco, sięgając do kieszeni garnituru. - Przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności.
    Patrzyła na niego z wyczekiwaniem, pozwalając mu ująć swoją dłoń. Drugą nerwowo szukał obrączek, które wcześniej miał tam włożyć Blaise.
- Zabini - syknął.
- Co? - Udał niewiniątko. Obrócił się do niego.
- Gdzie są…? - Nie dokończył, bo do środka wpadł Teddy, za którym biegł zdyszany Potter.
- Wujku, wujku! - krzyknął, biegnąc w stronę pary młodej. - Przyniosłem wam obrączki. - Gin modliła się, aby nie palnął ani słowa więcej, ale on jeszcze nie skończył. - Bo ich nigdzie nie było i ciocia szukała, i wujek też, i ja chciałem im pomóc, i pojechaliśmy do sklepu…
    Hermiona wybuchnęła śmiechem, rozładowując napięcie.
- No to stało się - rzucił potem z rozbawieniem Harry, siedząc na swoim krześle. - Hermiona właśnie wyszła za mąż za fretkę.

***

    Pan Granger postukał łyżeczką w kieliszek, aby uciszyć wszystkich obecnych.
- Czas na toast - powiedział. - Przede wszystkim, chciałbym podziękować Wam za to, że mimo nerwowości, z jaką była organizowana ta uroczystość, wszyscy się tutaj pojawiliście. Ślub mojej ukochanej jedynaczki jest dla mnie wielkim wydarzeniem i cieszę się, że trafiła na mężczyznę, z którym pewnie nie raz się pokłóci, ale będzie w stanie stworzyć związek, jakiego zawsze dla niej chciałem. Draco, Narcyzo, Lucjuszu - to wielki zaszczyt mieć was w rodzinie. A teraz - wypijmy za pomyślność naszej młodej pary. Żeby ten dzień był pierwszym z wielu dobrych, jakie ich czekają.

***

- Chciałbym… - urwał na chwilę. - Chciałbym podziękować za tak ciepłe powitanie w rodzinie. Dziękuję za wsparcie wszystkim, którzy sprawili, że organizacja tej uroczystości w czterdzieści osiem godzin była możliwa. Bez was nie dałbym rady. Tylko się nie cieszcie, więcej tego nie powtórzę - dodał, a wszyscy wybuchnęli śmiechem. - Pewnie powinienem zarzucić jakimś zabawnym tekstem o tym, jak się poznaliśmy, ale to zabawne nie było. Więc może zamiast tego opowiem, jak pewna niewiarygodnie drażniąca mnie brunetka została zatrudniona w klubie, w którym pracuję i ja. Od początku dawała mi do wiwatu. Ja nie pozostawałem jej dłużny.
- Tak, tak - przerwał mu Blaise. - Wszyscy wiemy, że dopiero kiedy oświadczyłeś się jej po raz trzeci, zgodziła się.
- Przymknij się, bo nie dożyjesz swojej przemowy - doradził mu po przyjacielsku. - A mimo wszystko szkoda by mi było stracić świadka i jedynego przyjaciela, który jest w stanie spić się bardziej ode mnie i którego z tego powodu w dzień mojego ślubu trzeba siłą ciągnąć do ołtarza. Zamiast mnie. Więc, teraz, wznieśmy toast za moją żonę, której dziękuję za to, że zgodziła się wyjść za mnie za mąż. Bo, jak to mówią mugole, do trzech razy sztuka.

***

- Stary. - Blaise klepnął Draco w ramię, tak, że ten prawie trafił nosem w swój talerz. - Wiedziałem, że wybierzesz mnie na drużbę. Dziękować nie muszę, bo i tak nikt inny by się nie zgodził. Obaj to wiemy. Słuchaj, mógłbym zacząć wyciągać wiele krępujących historii z twoim udziałem, ale wolałbym nie, bo i ja jestem ich bohaterem, a swojej reputacji nie chcę niszczyć.
- Zabini…
- No, stary, bez nerwów. Nie stać cię teraz na zmarszczki, kiedy poderwałeś największą laskę na roku. Poza moją żoną - dodał szybko, łapiąc złe spojrzenie ukochanej. - Więc, upiłeś się nie raz i nie dwa, nie wiem, kto kogo częściej zbierał z podłogi, ale coś mi mówi, że to jednak ja ciebie.
- Blaise…
- No już, nie złość się. Obaj wiemy, że tak było. Nieraz kryłem cię przed nauczycielami i myślę, że między nami powinno zostać to, że wymykałeś się wtedy do Hogsmeade i piłeś, ile wlezie, bo dawałeś się podpuścić i każdy zakład wygrywałeś, bo, jak typowy Ślizgon, potajemnie dolewałeś sobie eliksiru trzeżwości. Wyluzuj, stary, nikt już nie będzie miał ci tego za złe. To było w czasach szkoły.
- Jesteś trupem - rzucił Draco.
- Ratunku, pan młody mnie bije! - wrzasnął.
- Draco, kochanie - zawołała Hermiona. - Tylko go nie zabij, bo będziesz musiał gdzieś spać, kiedy się pokłócimy, a jeśli to zrobisz, Pansy już nigdy cię nie wpuści.

***

- Jacques! - zawołała Hermiona, rozpoznając przyjaciela.
- Mon amour. - Nie zważając na złe spojrzenie Draco, przyciągnął ją do siebie i przycisnął mocno. - Dlaczego o twoim ślubie dowiedziałem się dzień wcześniej od twojego męża? Czyżbyś nas tu nie chciała?
- Sama o nim nie wiedziałam - rzuciła szybko, zainteresowana innym tematem. - Nas?
- Jest ze mną Aline - wskazał na rozmawiającą z Harry’m dziewczynę.
- No nareszcie - skomentowała. - Myślałam, że nigdy nie pójdziesz po rozum do głowy.
- Wiedziałaś? - zdumiał się.
- Oczywiście, że tak.
- Więc czemu nic nie powiedziałaś? - zapytał.
- To ty nie chciałeś słuchać - przewróciła oczami.

***

- Draco. - Ros chwyciła go w ramiona.
- Cześć - burknął, oswobadzając się z jej uścisku.
- Nareszcie zmądrzałeś. - Uśmiechnęła się do niego niewinnie.
- Nie wiem, o czym mówisz.
- Nie udawaj głupiego. O Hermionie. Widać, że świata poza nią nie widzisz.
- Jeśli komuś powiesz…
- Nie powiem - stwierdziła poważnie. - Bo nie muszę. Wszyscy to wiedzą.

***

- Hermijąnina! - zawołał jakiś mężczyzna.
- Wiktor. - Oderwała się od rozmowy z Harry’m i przytuliła przyjaciela. - Co ty tu robisz?
- Dowiedziałem się, że bierzecie ślub i musiałem przyjechać.
- Mam nadzieję, że nie po to, aby go przerwać? - zażartowała.
- Jesteś szczęśliwa - stwierdził w odpowiedzi.
- Najbardziej na świecie - potwierdziła. - Nie mogłabym być bardziej.
- Chodź. - Objął ją w pasie po przyjacielsku. - Wypijmy za stare dobre czasy.

***

- Gdzie jest Draco? - spytał niewyraźnie Harry, przepijając z Weasley’ami kolejny toast.
- Po pijaku to Draco - zaczęła się śmiać jego żona, chcąc odwrócić uwagę Hermiony od tej kwestii. - Idź lepiej znaleźć Teddy’ego. - Gdy wstał, popchnęła go w stronę oświetlonego dziesiątkami lampionów namiotu. - I odpuść sobie na razie picie. Jaki przykład dajesz dziecku? - Karcąc męża, nie zauważyła, że jej przyjaciółka nagle zniknęła.
- Idę, idę - burknął. - Zadowolona?

***

- Gdzie byłeś? - zapytała Hermiona, gdy czyjeś ręce objęły ją w pasie i odchyliła głowę do tyłu.
- Skąd wiedziałaś, że to ja? - spytał Draco, całując ją lekko w szyję.
- Wszędzie cię poznam - odparła. - To jak? Gdzie zniknąłeś?
- Niespodzianka - odparł.
- Nie powiesz mi? - Odwróciła się do niego, patrząc na niego z wyczekiwaniem.
- No dobra. - Udał, że kapituluje. - Załatwiłem nam urlop.
- Co? - Zdziwiła się. - Ale…
- Jedziemy w podróż poślubną - wyjawił jej część prawdy.
- Gdzie? - Zaświeciły się jej oczy.
- Gdzie tylko zechcesz - odparł i pocałował ją w końcu, nie pozwalając jej mówić nic więcej.
- Jasna cholera! - przerwał im nagle gniewny męski głos, dobiegający z wnętrza namiotu. Para oderwała się od siebie, a Draco skrzywił z niezadowoleniem. Jak zawsze, ktoś musiał im przeszkodzić…
- Chyba powinniśmy sprawdzić, co się stało - rzuciła niechętnie jego świeżo poślubiona żona.
- Chyba masz rację - potwierdził. Złączył ich dłonie w mocnym uścisku i poprowadził w stronę miejsca przyjęcia weselnego. Ledwo przekroczyli próg namiotu, oboje parsknęli śmiechem, zwyczajnie nie mogąc się powstrzymać. Harry strzepywał z włosów resztki alkoholu z fontanny, w którą wpadł, biegnąc do Teddy’ego, a chłopiec patrzył ze zdumieniem na ubrudzony różnymi rodzajami czekolady miniaturowy garnitur.
    Hermiona rozejrzała się dookoła po rozbawionych gościach i pomyślała, że nie mogła być bardziej szczęśliwa. Miała przy sobie przyjaciół bliskich jej jak rodzeństwo, rodziców. Poślubiła kogoś, kochała najmocniej na świecie, a jej teściowie sami powiedzieli jej, że ich syn nie mógł trafić na lepszą żonę. Nie mogła być szczęśliwsza, dobrze o tym wiedziała. Z rozmyślenia wyrwał ją głos Draco.
- Jaki ojciec, taki syn - skomentował z rozbawieniem, a ona skwitowała jego słowa kolejnym wybuchem śmiechu.
    Wszystko było dobrze.

***

Kochani...
Niektórzy wiedzieli, inni spodziewali się na pewno,
inni tylko może podejrzewali, że to już...
Właściwie dziś dobiega końca moja wielka
przygoda z tym opowiadaniem, 
więc nadszedł czas na podziękowania.
Zacznę po kolei - Veniku, dzięki za motywację, aby
zabrać się za nowe opowiadanie. Bo chyba mi się udało.
Taką przynajmniej mam nadzieję.
Dalej, Ania - dziękuję za cierpliwość do moich błędów
i dokładne sprawdzanie rozdziałów, gdy moja klawiatura
nie uznawała polskich znaków.  Za podsuwanie pomysłów,
nazywanie bohaterów i wszystko, co zrobiłaś dla tego opowiadania.
Bez Ciebie nie powstałoby na pewno.
Kinga i Cassie - motywowałyście mnie i przypominałyście, 
że czas na nowy rozdział. Upominałyście się
o więcej i nigdy nie było wam dość.
Marta - za niezapomniane komentarze w dokumentach,
podsuwanie pomysłów i dopisywanie tych fragmentów,
w których zawodziła mnie wena. Bez Ciebie nie skończyłabym
go tak szybko.
Dziewczyny, jesteście wielkie. Każda z was bardzo mi pomogła.

Dziękuję tym wszystkim, którzy komentowali i chcieli więcej.
To była prawdziwa przyjemność dla Was pisać i cieszę się, że
Wam się podobało.
Na koniec mam jedną prośbę - o komentarz, tych, którzy czytali
i polubili moje opowiadanie (albo wcale niekoniecznie). Po prostu,
chciałabym wiedzieć, ile Was ze mną było przez ten czas.
Wasza eMKa
PS. W zamian możecie liczyć na jeszcze dwie drobne części - 
odpowiadające na pytanie, co było dalej.